Ciężki wynik na koniec roku

Wysokim zwycięstwem gospodarzy zakończył się nasz sobotni pojedynek z Rekordem Bielsko-Biała. Mistrzowie kraju rozgromili leszczyńskiego beniaminka 10:0 (4:0).

Podopieczni Tomasza Trznadla mimo, iż zdecydowanie nie byli faworytami tej konfrontacji, do meczu przystąpili bardzo zmotywowani. Co ciekawe, od początku między słupkami stanął Krzysztof Bartkowiak i była to pierwsza taka sytuacja w tym sezonie.

Pierwsze minuty pokazały, że leszczynianie mają swój pomysł na to spotkanie. Już w 2 minucie, po kontrataku wynik mógł otworzyć Piotr Pietruszko, ale w ostatniej chwili wślizgiem piłkę wybił jeden z miejscowych obrońców. W 8 minucie kapitalną paradą popisał się Krzysztof Bartkowiak. Tą interwencją mógł się cieszyć tylko chwilę, bo tuż po wznowieniu, z rzutu rożnego piłkę w siatce umieścił zupełnie niepilnowany Alex Viana. Minęło zaledwie kilka minut, a Brazylijczyk ukąsił ponownie i było już 2:0 dla miejscowych. Dwie szybko stracone bramki zupełnie wybiły z rytmu zespół Tomasza Trznadla,który natychmiast poprosił o czas. W 9 minucie Rekord wyprowadził fenomenalną akcję, piłka przemieszczała się po parkiecie, jak po sznurku, a wszystko wykończył Fin, Jani Korpela. Z przyjezdnych zupełnie zeszło powietrze, a w futsal grali głównie bielszczanie. Miejscowi torpedowali leszczyńską bramkę, ale na wysokości zadania stawał Krzysztof Bartkowiak. Okazje biało-czerwonych, grających dziś po raz pierwszy w pomarańczowych kompletach, można policzyć na palcach jednej ręki. W 13 minucie, tak zwaną setkę zmarnował Kamil Kruszyński. Na placu gry pojawili się Dawid Witek i Rajmund Siecla, którzy wnieśli nieco ożywienia. Oboje mieli swoje okazje, a tą lepszą zmarnował po indywidualnej akcji pierwszy z nich. Tuż przed przerwą na listę strzelców wpisał się jeszcze Artur Popławski, który naszego bramkarza pokonał na raty. Do przerwy wynik brzmiał zatem 4:0.
Nasz zespół drugą połowę rozpoczął jednak ze sporym animuszem. Tuż po wznowieniu swoje szanse mieli Sebastian Wojciechowski, Paweł Synowiec i Michał Bartnicki. Podobnie, jak w pierwszej połowie, okres niezłej gry leszczynian trwał tylko chwilę. Na kolejne gole przyszło nam czekać jednak siedem minut. Potem bielszczanie do siatki trafiali jeszcze sześciokrotnie, a aż cztery bramki wpadły w ostatnich minutach. Gra z wycofanym bramkarzem nie wniosła kompletnie nic i tylko zwiększyła rozmiary porażki. Ostatecznie Rekord Bielsko-Biała pokonał GI Malepszy Futsal Leszno aż 10:0.

Szukając pozytywów, bardzo dobrze należy ocenić postawę Krzysztofa Bartkowiaka. Przy takim wyniku, ta ocena może wydawać się dziwna, ale interwencjami golkipera, który jeszcze w zeszłym sezonie grał w drugiej lidze można by obdzielić kilka spotkań. Warto odnotować również, iż szansę występu otrzymali wszyscy zawodnicy, którzy zameldowali się w Bielsku-Białej. Wśród nich kolejny raz był młody Rajmund Siecla, dla którego ten mecz będzie nie lada doświadczeniem.

Do rywalizacji ligowej powrócimy 11 stycznia. Naszych futsalistów czeka kolejny arcytrudny wyjazd, tym razem do Chorzowa. Wcześniej, bo już 06.01 rozegramy na wyjeździe pojedynek 1/32 Pucharu Polski w Futsalu. Przeciwnika poznamy w niedzielę 22.12.

Materiał powstał przy współpracy z

LeszczynskiSport.pl