Blog Mikołaja Juskowiaka, Z bocznej trybuny: Skąd wziąć futsalistę?

Trudno jest znaleźć zawodników do futsalu. To kłopot tej dyscypliny niemal od zawsze. Uświadomił mi to tak naprawdę dopiero trener naszego zespołu Dariusz Pieczyński. Zdecydowana większość piłkarzy z hali wywodzi się tak naprawdę z boisk trawiastych.

Przecież nie szkoli się futsalistów. Owszem są grupy młodzieżowe, ale zazwyczaj są to chłopacy, którzy do hali przychodzą z boisk trawiastych – mówił Dariusz Pieczyński. Sam przecież do dwudziestego czwartego roku życia grał na dużym boisku i dopiero później zaczął piłkę kopać w hali. Okazało się, że ma talent do tej dyscypliny. Był reprezentantem Polski, był jej kapitanem, trzykrotnie klubowym mistrzem kraju z Akademią Pniewy, ponad dwieście meczów w najwyższej klasie rozgrywkowej, strzelił w niej ponad sto goli. Takie małe przypomnienie życiorysu starszego z braci, a podobnych w polskim futsalu nie brakuje.

Skąd wziąć kolejnych zawodników do naszego zespołu? Czekać aż pojawi się ktoś naprawdę utalentowany, a więc i tak musiałby przyjść z piłki trawiastej… Tylko, że to jest rozwiązanie długofalowe i zdaniem trenera Pieczyńskiego około dwóch, trzech lat trwa wyszkolenie takiego gracza. Drugim sposobem jest zakupienie kogoś z zewnątrz. Takich perełek na rynku nie brakuje, ale celem jest przecież gra zawodnikami z regionu.

Baza dla szkolenia jest świetna. W tym roku, dzięki współpracy z Polonią 1912 Leszno, chłopacy z zespołu U-14, występujący pod szyldem KS Futsal Leszno, awansowali do finału Mistrzostw Polski w tej kategorii wiekowej. Nie spotkają się tam z ekipami z Czempinia, czy Czacza, jak do tej pory, tylko z rówieśnikami z Warszawy, Bielska-Białej, Torunia, czy Kalisza. Można? Jednak każdy z nich marzy, póki co, o karierze na trawie, a nie w hali. Na pewno jednak warto z nimi współpracować może w przyszłości któryś z nich… Miejmy nadzieję, że szkoleniowcy kolejnych roczników, także wyrażą chęć podobnej współpracy z klubem futsalowym.
Wracając jeszcze do turnieju barażowego rozegranego w hali Trapez. Ekipa Roberta Stańczyka spisała się rewelacyjnie, odnosząc trzy zwycięstwa. Wszystko zaczynało się od obrony, znakomicie ustawieni nie dopuszczali przeciwników do bramki, tylko przejmowali piłkę na połowie boiska i kontratakowali. Przyjemnie się na to patrzyło. Oby było tak w finale.

Można też wrócić do korzeni i szukać w ligach halowych i na orlikach. Przecież właśnie tak do futsalu trafiła większość zawodników naszej drużyny. Przemysław Czajka i Jakub Molicki mówią wprost, że na futsal namówił ich prezes Paweł Mrozkowiak. Część zespołu gra jeszcze na trawie. Barwy Rydzyniaka Rydzyna reprezentują Łukasz Janowicz, Filip Walczak, Jan Martin oraz wspominany Jakub Molicki. – Zaczęło się od amatorskiej ligi halowej, która była rozgrywana w Trapezie. Spikerem tej ligi był prezes Paweł Mrozkowiak. Któregoś dnia podszedł do mnie i zapytał czy nie chciałbym zagrać w drużynie futsalowej, którą w niedalekiej przyszłości chce założyć. Rzeczywiście za kilka tygodni zadzwonił i zaprosił mnie na treningi. Muszę przyznać, że początkowo nie wierzyłem w ten projekt. Dziś jest zupełnie inaczej – mówi obecny kapitan zespołu, na którego koledzy wołają po prostu „Moli”.

Nieco dłużej trwa przygoda z futsalem Przemysława Czajki. W jego przypadku również zaczęło się od trawy, kiedy jeszcze będąc licealistą, grał w Koronie Piaski. – Zostałem wtedy zgłoszony do futsalowej ekipy z Krobi. Nawet do końca nie wiem, która to była liga. Graliśmy kilka sezonów, a potem zespół został rozwiązany. Na studiach, na poznańskim AWF, zostałem wybrany kapitanem drużyny na mistrzostwa Wielkopolski Lat Pierwszych w futsalu. Turniej wygraliśmy, a ja okazałem się być najlepszym zawodnikiem. Trafiłem  do Akademii Słowa Poznań, później Akademii Futsal Pniewy. Wykładowca powiedział nam, że ogłoszono nabór na zawodników, pojechaliśmy i rozpocząłem treningi. Trochę jeździłem po Polsce na różne turnieje, wtedy miałem okazję poznać Dariusza i Łukasza Pieczyńskich oraz Łukasza Błaszczyka, którzy występowali w pierwszym zespole. Do futsalowego teamu z Leszna zostałem zaproszony przez Pawła Mrozkowiaka, którego spotkałem na amatorskich turniejach w Trapezie. Bez wahania się zgodziłem i tak gram tu do dziś. Miałem przerwę roczną, ponieważ jestem też sędzią, a regulamin zabrania gry w piłkę sędziemu z III ligi na jakimkolwiek poziomie, nawet futsalu. Jednak z zespołem byłem cały czas, czy to w roli kibica, czy komentatora. Obecnie sędziuję IV ligę i pozwala mi to grać w ligowych rozgrywkach futsalu. Obiecałem prezesom, że jak tylko będę mógł wrócić, to wrócę. Tak się stało i wychodzi to chyba z nie najgorszym skutkiem – opowiada popularny „Czaja”, który zetknął się z futsalem już dawno i pewnie wtedy nie przypuszczał, iż będzie częścią drużyny, która może rozgrywać tak interesujące mecze dla kibiców.

Przykład Huberta Olszaka pokazuje, że piłkarz grający na trawie może się doskonale sprawdzić w futsalu. Takich ciekawych postaci na boiskach regionalnych drużyn nie brakuje. Warunek jest tylko jeden – musieliby przejść pełen okres przygotowawczy przed sezonem typowo pod piłkę halową. Przy takich zawodnikach byłyby spełnione dwa warunki. Po pierwsze, człowiek z regionu, a po drugie, niemal od razu gotowy do gry.
Skąd zatem wziąć kolejnych zawodników do drużyny? Trzeba to wypośrodkować, szkolić, szukać na boiskach trawiastych, w halach, orlikach i kupować z zewnątrz. Oczywiście, z naciskiem na swoich.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *